Obsrywacz nie lubi być nazywany obsrywaczem

Żenujące, ale niestety powszechne. Oni bowiem mają o sobie bardzo wysokie mniemanie.
Okazuje się, że nawet nazwanie spamera spamerem jest im ubliżające.

W czeluściach internetu zupełnym przypadkiem trafiłem na wpis w blogu, w którym autor bloga użala się, że jakaś kompletnie bezsensowna firma chce mu zupełnie od czapy zaoferować mu sprzedaż jakiegoś kompletnie niepotrzebnego mu badziewia. Jak to zresztą robi 99,99% spamerów. Opisał swoje perypetie, dosyć standardowe zresztą. Aż dziwię, że mu się chciało kopać z koniem…

W kolejnym wpisie przeczytamy, jak to jaśnie panu spamerowi nie spodobało się skądinąd całkiem grzeczne i spokojne opisanie faktów. Bo było to nad wyraz grzeczne – ja przestałem się na grzeczność wysilać wiele lat temu. A temu biednemu, znękanemu człowiekowi wciąż się chce. I jaka jest odpowiedź na tą grzeczność? Otóż obsrywacz straszy go pozwem!!!

Wielka szkoda, że autor bloga się ugiął, mielibyśmy bardzo ciekawą sprawę. Ale w pełni rozumiem, że ktoś ma rodzinę, sprawy zawodowe itp, więc nie ma czasu na babranie się w szambie. Żałuję, ale rozumiem.

Jedyna w tym wszystkim nadzieja, że zostaną spełnione zapowiedzi nowelizacji Ustawy o Świadczeniu Usług Drogą elektroniczną i spamerzy się sami wezmą za łby.  Bo różne oszołomy na ten przykład wyszukiwały w googlach np. regulaminy sklepów w których ktoś np. przez nieuwagę zostawił klauzule zabronione i następnie groził pozwem, ale oferował za grubą kasę ugodę. Przy wysokich karach wezmą się za spamerów. A przynajmniej warto mieć taką nadzieję.

A tymczasem..  co prawda, jak mawiał porucznik Wagner, „nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów, które mogłyby dostatecznie obelżywie określić postępowanie spamerów„, ale ja będę próbował.